Menu:
Warto poczytać:
Tokarki
To była niespokojna noc. Zofia budziła się w ciągu niej parokrotnie, za każdym razem spocona, spragniona i przestraszona, choć nie potrafiła uzasadnić czego tak naprawdę się bała. Nie była duszyczką strachliwą, a nawet można powiedzieć, ze jak na swój młodziutki wiek była nad wyraz dojrzała. Ale tej nocy się bała. I nie śnił jej się Dima, a ogromne, Lublin wiadomości, potworne tokarki, wiertarki i zbiorniki. Nie potrafiła jednoznacznie określić skąd się w jej głowie wzięły takie tematy senne, ale treść snu i tak wytłumaczyć są w stanie nieliczni. Zofii zdarzało się to. Ale niestety nie tym razem. Tokarki, wiertarki i zbiorniki przytrafiły się jej po profile pierwszy. Bywały juz szalone kombajny po wizycie u babci na wsi, były i pijane dźwigi po spacerze po nowym osiedlu. Były autobusy pędzące na czterech łapach niczym gepardy- przytyk co do tempa jazdy podmiejskich wiekowych wehikułów i samoloty, zderzające się na pasie startowym niczym byk i torreador podczas corridy. Ale tokarki, wiertarki i zbiorniki, zwłaszcza puste, głębokie, ze straszliwych echem odbijającym nawet najlżejszy szmer, cień oddechu- nie! I Dimy też nie było. Może wpadł do tego zbiornika rodem z horroru. A może zrobił sobie krzywdę i leżał pod jednym z tych Warszawa wiadomości udanych wytworów jej bujnej wyobraźni. Zofia nie mogła sobie darować, że być może go nie dostrzegła, minęła, przeszła bez słowa, kiedy on jej potrzebował. Że mógł patrzeć z wyrzutem swoimi głębokimi, wiernymi oczami, a ja to ominęło, bo nawet go nie szukała. Zadrżała na myśl, że przez dzisiejszy koszmar już nigdy nie ujrzy Dimy, że pogrąży się on w otchłani zapomnienia jej jakże pojemnego mózgu. Co to, to nie już ona, Zofia na to nie pozwoli. Nie da sobie wydrzeć z serca jej największego skarbu, pielęgnowanego długimi, błogimi nocami. Dima nie zniknie tak szybki z jej życia. Nie w ten sposób. Trzeba ten koszmar wymazać z pamięci i już. Basta.